Po krótkiej - oj dobrze nie tak krótkiej przerwie, postanowiłam wznowić bloga, a wraz z nim zasypać was opowieściami o podróżach odbytych i tych planowanych. Poniżej seria zdjęć z wyprawy do Rzymu wyprawy wyjątkowej z kilku powodów - była to wyprawa na 24 h - cały dzień i całą noc w Rzymie, a w ok. północy zaręczyny:)
Po też 24 godzinnej wycieczce nasuwa się kilka przemyśleń dotyczących Rzymu:) Wszystkie drogi podobno tam prowadzą zapraszam do przeczytania, komentowania, i tentegowania w głowie....:)
Rzym został już opisany na właściwie wszystkie znane sposoby. Z Rafałem wybraliśmy się wiedząc o Rzymie wiele, ale nie wszystko, by przetrwać zwiedzając cały dzień i całą noc.Wybraliśmy się to tego pięknego miasta pod koniec lipca. Tylko na jeden dzień, z powodu braku urlopu. Chcieliśmy się zaręczyć w wyjątkowym miejscu, nie zważając właśnie na brak urlopu:). Od razu po tym jak dotarliśmy z lotniska do centrum zaczęło się zwiedzanie - wiedzieliśmy, że nie mamy dużo czasu - więc nasze zwiedzanie mogłabym określić jako 7-godzinne bieganie.
Wszędzie mnóstwo turystów, upał, ale sama atmosfera miasta zapiera dech w piersiach. Czułam się trochę jak z filmu "Jedz, módl się, kochaj", bo w przystankach między Koloseum a Fontanną Di Trevi, zatrzymywaliśmy się na espresso, latte, mrożoną latte, lody, kanapki z szynką parmeńską, lody, espresso, hmm i w końcu zmęczeni maratonem jedzeniowo - zwiedzaniowym, poszliśmy do knajpki na pyszną włoską pizzę. Miasto to wpływa wyjątkowo na człowieka, tętni emocjami i życiem, mogłabym po prostu siedzieć w knajpce i patrzeć na ludzi wokół, jeżdżące skutery, przeciskających się przez wąskie uliczki turystów, i piękne kobiety, które dumnie przechadzają się włoskimi alejkami z podróbkami torebek Luis Vuitton.
Po kolacji odwiedziliśmy znów w przelocie Fontannę Di Trevi i wybraliśmy się na spacer do Watykanu. Już po zmroku tłumy pielgrzymów nie zalegały placu św. Piotra. Było spokojnie i uroczo. Z Watykanu cofnęliśmy się do Fontanny Di Trevi - jest tam wieczorem o wiele mniej ludzi, a sama Fontanna prezentuje się znacznie bardziej okazale. Obok Fontanny, zresztą jak w wielu miejscach, spotkać można naciągaczy, którzy za
10 euro, proponują zdjęcie z Polaroidu - uciekajcie im. :)
Zahaczyliśmy jeszcze o Campo Di Fiori. Jak Miłosz pisał :
W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.
1 w nocy, wszystkie knajpki na placu były zaludnione. Siedzieliśmy na środku placu, pod pomnikiem Giordiano Bruno. Było w tym coś niezwykłego - znaleźć się w miejscu opisywanym przez Miłosza.
Po poetyckim akcencie, odwiedziliśmy jeszcze Abbey Theatre Irish Pub Rome (podobno najlepszy Irlandzki Pub w Rzymie) - oczywiście na życzenie Rafała. Tam spędziliśmy czas do ok. 2:30.
Wtedy zaczęła się też najzabawniejsza część historii - byliśmy zmęczeni i już po prostu nie mieliśmy siły chodzić, ale było zimno więc najlepiej rozgrzać się zwiedzając. Oczywiście trzeba zobaczyć Koloseum w nocy. Uff.....Dotarliśmy pod Koloseum. Po 3 w nocy Rzym szedł spać, po uliczkach już nie kręcili się turyści, a i większość mieszkańców dawno już spała.
I tu rada 1 - dla wszystkich którzy chcą powtórzyć nasz wyczyn i włóczyć się cała dobę po Rzymie. W Rzymie nie ma ławek w części centralnej - czyli nie usiądziesz (w dzień jest mnóstwo małych krzesełek i stoliczków wystawianych koło kawiarni). Koło Koloseum można sobie postać - albo usiąść na niewygodnym i zimnym murku, obok grupy pijanych nastolatków. Nie ma też pięknej zielonej trawy. Czyli zasada nr 1. weź koc:)
Rada nr 2 - w nocy jest naprawdę zimno, pod Koloseum długo nie wytrzymaliśmy i włóczyliśmy się po uśpionym mieście, byliśmy znów pod Fontanna Di Trevi. Mieliśmy i mieliśmy nadzieje, że niedługo nastanie świt:) wstanie słońce i będzie ciepło. Czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy i .........marzliśmy - wschód nastał po godzinie 7:00 - a my zalegaliśmy już w dopiero co otwartej kawiarni. Piliśmy espresso i cieszyliśmy się, że nie musimy już nigdzie iść:) Czyli wracamy do zasady nr 1 : weź koc.
Rada nr 3 - Nie ruszaj, żeby przejść pół miasta tylko dlatego, że jest wschód słońca i chcesz zobaczyć Hiszpańskie schody - jeśli odpadają ci nogi. Wracając na dworzec, po zobaczeniu Hiszpańskich Schodów - myśleliśmy tylko o następnym espresso:) Tutaj nawet zasada nr 1 nie pomaga.:)
W 24 h można zwiedzić Rzym, ale następnym razem myślimy jednak o tym, żeby mieć czas zachwycić się tym miastem - bez pośpiechu i z noclegiem:) Nie posiadanie noclegu ma kilka swoich wad (bolące nogi, bolące plecy - przez bagaż i ogromne zmęczenie) i kilka swoich zalet - zamiast na nocleg - można wydać pieniądze na pyszne jedzenie i kawę, pospacerować po Rzymie, bez tłumu turystów - czyli między 3 a 7 :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz